Głoszenie Dobrej Nowiny jest pierwszym obowiązkiem każdego chrześcijanina. Misjonarze są tymi, którzy apostołują w warunkach najtrudniejszych, wśród ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o Jezusie, wśród biedy i odrzucenia. Zachęcamy do lektury wybranych listów, udostępnionych przez Papieskie Dzieła Misyjne w Polsce.
„Twoja obecność już jest świadectwem”
Dziecko było spokojne podczas chrztu
Moje zdrowie powoli wraca do normy, mam jeszcze tylko problemy z przesypianiem całej nocy, ale nadrabiam braki podczas sjesty.
Zrezygnowałem prawie całkowicie z zajęć na uniwersytecie. Jedynie od czasu do czasu działam w komisji egzaminacyjnej doktorantów i mam parę wykładów na kursie doktoranckim.
Praktycznie ukończyłem już swoją autobiografię. Nie wiem jednak, czy kiedykolwiek ukaże się w druku. Jeszcze nie znalazłem wydawcy. Gdy popatrzę na cały bieg mego życia, zastanawiam się, do jakiego celu Bóg mnie prowadził. I co było tym celem: kapłaństwo, praca na misjach, zadania specjalne? To, co w danej chwili było niejako przypadkiem, okazało się w końcu fragmentem pewnej całości.
Moją pierwotną intencją było zostać misjonarzem, kapłaństwo było w pewnym sensie tego warunkiem. Po seminarium pojawiło się rozczarowanie – zamiast do duszpasterstwa przeznaczono mnie na studia, abym potem działał w małym seminarium. Seminarium rozwiązano, zacząłem więc specjalizację z antropologii, mimo że myślałem raczej o zoologii. Aż osiem lat czekałem na wyjazd na misje. I – o dziwo – wreszcie się moje pragnienie ziściło. Ale zaraz przyszło nowe rozczarowanie. Na misjach, zamiast w duszpasterstwie, wylądowałem jako wykładowca w seminarium. Jednak była to okazja do bliższego poznania miejscowej kultury ludów na Flores i Timorze, to zaś zrodziło zainteresowanie podobieństwami i różnicami pomiędzy poszczególnymi grupami etnicznymi, a w konsekwencji etnogenezą, czyli powstaniem tych poszczególnych grup. Przypadkowo otrzymałem stypendium Humboldta, czyli czas na zrealizowanie badań nad etnogenezą ludów indonezyjskich. W ten sposób wszedłem w grono antropologów nie tylko miejscowych, indonezyjskich, ale też międzynarodowych. W konsekwencji poprosili mnie o współpracę w założeniu i rozwinięciu antropologii na państwowym uniwersytecie. Tu wreszcie poczułem się misjonarzem. Miałem kontakt ze studentami. Niektórzy z nich zrobili karierę naukową i teraz sami dbają o wykształcenie innych. Reakcja łańcuchowa. Zdałem sobie przy tym sprawę, że inwestycja w człowieka jest najlepszą i najskuteczniejszą promocją społeczeństwa i Kościoła. Pomagałem studentom, choć sam miałem niewiele. Pukałem więc do drzwi przedsiębiorców, by zdobyć pieniądze. Udało mi się przekonać jednego z nich, by przeznaczył swój fundusz dla moich podopiecznych. Tym samym nie musieliśmy już żebrać. Fundacja nadal istnieje i zarządzają nią sami studenci.
Na uniwersytecie mogłem bliżej poznać niechrześcijan. Zmieniło to wiele moich dawnych wyobrażeń i pozwoliło mi nawiązać z nimi dialog. Moja obecność na uniwersytecie dała tamtejszym kolegom chrześcijanom pewną podporę duchową. Jak mi powiedział jeden z jawajskich księży: „Sama twoja obecność już jest świadectwem”.
Jeśli to wszystko nie jest przypadkiem, to jest zrządzeniem Opatrzności. I muszę dopowiedzieć, że Pan Bóg realizował swoje zamiary mimo moich oporów, buntów i niekonsekwencji. Tylko On potrafi pisać prosto po powyginanych przeze mnie linijkach. Serdecznie Was pozdrawiam i życzę nieustannej Bożej opieki.
O. Józef Glinka SVD, Indonezja
Marzec 2009 r.