Głoszenie Dobrej Nowiny jest pierwszym obowiązkiem każdego chrześcijanina. Misjonarze są tymi, którzy apostołują w warunkach najtrudniejszych, wśród ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o Jezusie, wśród biedy i odrzucenia. Zachęcamy do lektury wybranych listów, udostępnionych przez Papieskie Dzieła Misyjne w Polsce.
„Twoja obecność już jest świadectwem”
Dziecko było spokojne podczas chrztu
Dwa lata temu, po moim powrocie z urlopu, moją misją było Ouesso na północy Konga-Brazzaville. Od stycznia tego roku jestem w Pointe Noire – na południu, to jest nad Oceanem Atlantyckim, na mapie można tę miejscowość bardzo łatwo odnaleźć. Jest to stolica ekonomiczna Konga. Wokół piękne naturalne jeszcze obszary z uroczymi i szerokimi plażami.
Co tutaj robię? Pracuję w parafii św. Andrzeja Kagwa, którą opiekują się misjonarze Ducha Świętego. Prowadzę katechezy dla dorosłych, pomagam w bibliotece dla młodzieży, mam spotkania w grupach modlitewnych i wizyty u parafian. Udzielam się aktywnie w organizacji naszej parafii, współpracując z księżmi, jest ich dwóch, i świeckimi w ramach rady parafialnej. Poza tym, jestem przełożoną we wspólnocie, która liczy trzy siostry: ja, Polka i dwie młode Kongijki – jedna z nich uczęszcza do szkoły. Poza tym mamy ogród, farmę kur i dom, które wymagają znacznego nakładu czasu. Ale to też jest ważne, bo trzeba się z czegoś utrzymać wspólnotę. Robimy soki z owoców, które cieszą się dużym popytem. Jest to dobra okazja, by nawiązać dobre kontakty z miejscowymi ludźmi – przez spotkania i wspólne rozmowy.
We wspólnocie prowadzimy regularny tryb życia – jest czas na modlitwę, która jest dla nas priorytetem, na rekreację i odpoczynek.
Podczas 25 lat mojego pobytu tutaj wiele się wydarzyło. Przesyłam Wam zdjęcie z dwojgiem dzieci, które przebywają w naszym przedszkolu w Brazzaville, prowadzonym przez s. Grażynę Mech. Na imię mają – Mirosław i Mirosława, potocznie nazywani „Miro”, jak ja tutaj, otrzymali te imiona, nie chwaląc się, na cześć znajomości ze mną, jako wychowawczyni w przedszkolu. Tutaj jest taki zwyczaj, że kiedy rodzice mają dobre relacje lub zostali wsparci przez misjonarza, dają jego imię swoim dzieciom, by to pozostało w ich pamięci i rodzinie. W ten sposób stajemy się „członkami” ich rodzin. Jest to wzruszające, bo czujemy się przyjęci przez nich i w jakiś sposób zakorzenieni w rzeczywistości afrykańsko-kongijskiej.
Moje Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi jest międzynarodowe – mam już pewną satysfakcję, którą się podzielę z Wami. Będąc mistrzynią nowicjatu przez osiem lat i postulatu 2 lata, opiekowałam się grupą młodych sióstr Kongijek. Obecnie niektóre z nich są misjonarkami „ad gentes” i pracują na Madagaskarze, w Senegalu, Kamerunie, a inne studiują poza granicami Konga, np. w Kamerunie, we Włoszech – by dobrze przygotować się do pracy misyjnej.
Dziękujcie ze mną Panu za 25 lat mojej pracy misyjnego „ad gentes”, czyli wśród tych, którzy dopiero poznają Chrystusa i wspierajcie nieustannie moją misję w Kongo modlitwami.
Szczęść Boże!
S. Mirosława Saba FMM, Republika Konga